Stambuł zmysłami

Stambuł zmysłami

Turcja, moje wspomnienia. Pamięć bywa zawodna. Wyprawy, które zdają się drzemać ukryte w mojej głowie, zapisane są często na twardym dysku moich oczu, uszu, palców, a nawet stóp, a - jakby się zdawało - głowy. O takiej pamięci chcę opowiedzieć. Moje stopy pamiętają pieszczotę delikatną, niepowtarzalną, kiedy zmęczone długą wędrówką zaznały ukojenia. Za każdym razem, kiedy wchodzę na miękki dywan, moje stopy wyrażają tęsknotę za miękkością o niebo większą, za puszystością niosącą mnie niegdyś po wielkiej, wełnianej plamie czerwieni. Błękitny Meczet został w moich zmysłach zapisany właśnie w stopach. Kiedy przywołuję ten obraz, najpierw pamiętam tę miękkość, dopiero potem widzę malownicze płytki z Izniku na ścianach, wielki, charakterystyczny żyrandol z setką małych lampeczek, a w głębi - kilku religijnych mężczyzn, pogrążonych w modlitwie. Uwielbiam granaty, a pierwszy raz ten owoc zjadłam w Stambule, kupując go na ulicznym straganie w dzielnicy Aksaray. Niesamowity, słodko-cierpki sok, ściekający po mojej dłoni, to smak stambulskiej ulicy, książek Orhana Pamuka, jego uroczych uliczek, z nostalgią opisywanych w „Nazywam się czerwień”. To Złoty Róg i Hagia Sofia ze swą potęgą, to Taksim z zabytkowym tramwajem, kursującym po Istaklal, mijającym w zamyśleniu secesyjne kamienice, jakby żywcem wyrwane z czasów Orient Expressu.

Głos muezina wyrywa mnie z zamyślenia, przyprawiając jak zwykle o dreszcze na plecach. Jego czasem wręcz rozpaczliwe zawodzenie sprawia, że odruchowo odwracam głowę w poszukiwaniu minaretu wzbitego w niebo, z którego głośniki ogłaszają czas modlitwy. Smak ziół zawiniętych w tureckiego naleśnika, posmarowanego bardzo pikantną pastą z cieciorki, którego trochę nieudolnie próbuję robić w domu, przywołuje nieodmiennie w mojej pamięci obraz małego baru w pobliżu Krytego Bazaru. Właściciel, osoba już nieco wiekowa, widząc naszą uroczą trójcę z Polski sympatycznym, ale niespiesznym gestem zaprosił nas do środka. Ujął nas tą uprzejmą obojętnością wobec nas, co w tej dzielnicy było rzadkością. Z każdym gestem właściciela spływał na nas niebywały spokój. Szklaneczki tulipanki myte były dokładnie, z nabożnością, a durumy zwijane w nieskończoność. Miałyśmy wrażenie, że to On robi nam uprzejmość, a My jesteśmy gośćmi, zakłócającymi jego spokój. Naszą obecność jednak toleruje i akceptuje. Czułam się gościem jego domu, choć był to zwykły bar, rzadko uczęszczany przez turystów. Byłam zaszczycona.

Czasem się zdarza, że to nie zmysły, lecz zadziwienie zapisuje w pamięci drobne zdarzenia, w locie uchwycone sytuacje. Jak choćby zachowanie chłopców na statku płynącym po Bosforze. W Polsce ich bliskość byłaby kłopotliwa i dziwna, w Stambule jest absolutnie normalna. Wpatruję się urzeczona w młodego chłopaka, który układa sobie na kolanach zasypiającego kolegę, opiekuńczo przykrywając go kurtką. Widać w tym czułość, ale nie namiętność. To troska, która nie ma nic wspólnego z seksualnością i jest piękna. Na potwierdzenie wieczorem w parku, na tyłach pałacu Topkapi, rozczula mnie trójka młodych ludzi. Chłopak obejmuje ramieniem swoją dziewczynę, z drugiej strony za rękę trzymając przyjaciela. Wszyscy roześmiani i szczęśliwi podążają ku swoim zajęciom. Teraz, kiedy wspominam tę wyprawę, już dawno w żyłach płynie mi wraz z krwią turecka kawa. Gotowana, słodka, aromatyczna. Stambuł, jak i generalnie Turcja, to idealne miejsce, aby przeżywać, podróżować, obserwować, smakować. Na wspomnienia będzie czas, choćby zimą.
 

Dodano: 2015-09-30 - Autor: Justyna Maślak - Kategoria: Relacje klientów

Komentarze

Infolinia
801 000 515

Dla tel. komórkowych
733 730 70042 632 04 64

Obsługa klienta

poniedziałek - piątek: 9:00 - 21:00

sobota: 10:00 - 20:00

niedziela: 12:00 - 20:00

 

Content